Najmłodsi więźniowie polityczni Chin
na podst. Robbie Barnett "Najmłodsi więźniowie polityczni Chin"14 maja 1995 roku Dalajlama, na podstawie tradycyjnych rytuałów, formalnie uznał Genduna Czokji Nimę za XI Panczelamę (drugi po Dalajlamie hierarcha buddyzmu tybetańskiego). Decyzja ta od razu została zaatakowana przez władze chińskie. Gendun i jego rodzina zniknęli z rodzinnej wioski. Podejrzewa się, że są więzieni w Pekinie. W zamian za krytykę mieszania się Chińczyków do spraw religijnych, okupanci zakazali wszelkich rozmów na temat Panczenlamy, zakazano posiadania zdjęć Dalajlamy, rozpoczęły się kampanie „edukacyjne” w klasztorach.
Pod koniec listopada tego samego roku władze chińskie wybrały własnego kandydata, który został uznany przez chińską Radę Państwa za nowego Panczenlamę. New York Times uznał to za „jedno z najbardziej absurdalnych wydarzeń w historii religii”.
Po zniknięciu Genduna Czokji Nimy rząd ChRL stanowczo zaprzeczał, jakoby miał z tym coś wspólnego. W 1996 roku Pekin musiał jednak przyznać na forum ONZ, że „opiekuje” się chłopcem, niemniej do tej pory nie udzielił nikomu zgody na kontakt z nim. Tybetańczycy oraz organizacje międzynarodowe obawiają się o jego bezpieczeństwo. Kiedy poprzedni Panczenlama, poddawany w więzieniu torturom, był bliski śmierci, władze rozpuściły pogłoski o jego „ucieczce”. Mieszkańcy Krainy Śniegów boją się dziś podobnej „ucieczki”.
Wiele parlamentów, rządów i organizacji międzynarodowych – w tym Wysoki Komisarz ONZ ds. Praw Człowieka – poruszało na najwyższych szczeblach sprawę Panczenlamy, wyrażając zaniepokojenie jego losem i domagając się dopuszczenia do niego niezależnych obserwatorów. Władze chińskie stanowczo odmawiały udzielenia szczegółowych wyjaśnień na temat chłopca.
W sierpniu 2001 delegaci Komisji Spraw Zagranicznych Sejmu RP, składając oficjalną wizytę w Tybecie, wielokrotnie prosili gospodarzy o aktualne zdjęcia Genduna Czokji Nimy. W końcu Raidi, jeden z najwyższych dygnitarzy Tybetańskiego Regionu Autonomicznego, obiecał je przesłać do Sejmu. Do tej pory tego nie zrobił, a przewodniczący Komisji nie upomniał się o nie na piśmie, choć publicznie się do tego zobowiązał. W grudniu 2001 ponad sześćdziesięciu posłów ze wszystkich ugrupowań zwróciło się do Marszałka Sejmu Marka Borowskiego z prośbą o „formalne poproszenie władz ChRL o przedstawienie przekonujących dowodów na to, że Panczenlama Gendun Czokji Nima pozostaje cały i zdrowy”.
Gendun Czokji Nima urodził się w miasteczku Lhari w północnym Tybecie w kwietniu 1989 roku. Trzy miesiące wcześniej, w oddalonym o 500 kilometrów Szigace zmarł X Panczenlama, najwyższy przywódca duchowy, który pozostał w Tybecie. Rodzice Genduna, pracownicy lokalnego szpitala, musieli wiedzieć, że świadomość wielkiego lamy szuka po śmierci nowej formy, by kontynuować dzieło poprzednika: ich najstarszy syn został już uznany za inkarnację opata pobliskiego klasztoru Jarigang. Brzemienna kobieta mogła się wręcz o to modlić, mogła też powiedzieć odwiedzającym rodzinę lamom, że jej najmłodszy syn miał na ramionach przypominające pierścienie znamiona i że jego pierwsze słowa brzmiały: „Jestem Panczenem”.
Pięć lat później, gdy w Lhari pojawiła się grupa mnichów z klasztoru Panczenlamy w Szigace, przypomniano sobie o bliznach po kajdanach, które zostały poprzedniemu Panczenlamie z czasów rewolucji kulturalnej. Rozmyślano też o literach, jakie ukazały się Czadrelowi Rinpocze, przewodzącemu owej grupie opatowi Taszilhunpo, który w październiku zeszłego roku modlił się o znak, wizję nad brzegiem świętego jeziora Lhamo Lhaco.
W styczniu 1995 roku informacje te, mimo wyjątkowo srogiej zimy, przeniesiono w tajemnicy przez Himalaje i przekazano Dalajlamie. Leżała przed nim lista dwudziestu ośmiu kandydatów. Karteczki z ich imionami umieszczono w kulkach z ciasta, te zaś w specjalnym naczyniu, którym obracano, póki nie wypadła jedna z nich. Cały proces powtarzano trzykrotnie. Za każdym razem rezultat był taki sam. Dla Tybetańczyków oznaczało to, że Gendun Czokji Nima jest nowym Panczenlamą.
W sierpniu 1993 roku rząd ChRL polecił Czadrelowi Rinpocze przerwać, do tej pory oficjalne, kontakty z Dalajlamą. Kiedy 14 maja 1995 Dalajlama ogłosił, że Panczenlamą jest Gendun Czokji Nima, Chińczycy zorientowali się, że wybrano kandydata Czadrela. Uznali, że ich oszukano. W końcu ich pretensje do Tybetu opierają się w znacznej mierze na traktacie z 1792 roku, który obiecywał im udział w procesie selekcji wielkich lamów.
Lhari otoczyło wojsko. Uprowadzono chłopca i jego rodzinę, prawdopodobnie do Pekinu. Od tego czasu nic nie wiadomo o ich losie. W klasztorze Taszilhunpo zjawiło się pięćdziesięciu partyjnych urzędników, którzy zaczęli reedukować mnichów. Do Szigace ściągnięto około pięciu tysięcy żołnierzy. Czadrel zniknął. O uwięzieniu tej „szumowiny buddyzmu” poinformowano w listopadzie. Dalajlama okazał się „jawnie antychińskim narzędziem”. Wszyscy Tybetańczycy piastujący jakiekolwiek stanowiska mieli się od niego odciąć. Zatrzymano 52 mnichów i świeckich, podejrzewanych o popieranie nowego Panczena.
Państwo chińskie mianowało innego sześciolatka, Gjalcena Norbu, jako prawdziwą, nieuznawaną przez większość Tybetańczyków, inkarnację. Przewieziono go do bezpiecznego miejsca w Pekinie, gdyż grozi mu jakoby „zemsta”.