Left 4 dead – masakra

Na single playerze pamiętam, że przeżywałem tą grę niesamowicie.. podskakiwałem na krześle, dostawałem nagłego przypływu adrenaliny.. autentycznie, zaczynała mi się trząść ręka trzymająca myszkę do grania, zaczynałem odczuwać zwiększoną szybkość bicia mojego jakże cennego i życiodajnego serca. Wszystko to spowodowane było zwykle nagłym atakiem hordy zombie.. chociaż sam klimacik tez dawał się we znaki. Jednak …   Read More

12 0
12 0

Na single playerze pamiętam, że przeżywałem tą grę niesamowicie.. podskakiwałem na krześle, dostawałem nagłego przypływu adrenaliny.. autentycznie, zaczynała mi się trząść ręka trzymająca myszkę do grania, zaczynałem odczuwać zwiększoną szybkość bicia mojego jakże cennego i życiodajnego serca.
Wszystko to spowodowane było zwykle nagłym atakiem hordy zombie.. chociaż sam klimacik tez dawał się we znaki. Jednak na multiplayerze zupełnie ten klimat przestał istnieć. Jestem zajęty wydawaniem poleceń graczom, już samo rozmyślanie co ci goście przed kompem grający Zakażonymi mogą zrobić sprawia, że klimat gry zostaje zachwiany… bowiem zdajemy sobie sprawę, że to tylko jakiś gruby pajac z drugiej części Polski siedzi przed monitorem i próbuje na nas skoczyć swoim wspaniały Hunterem. Naprawdę, wydawaćby się mogło, ze to nie ma wpływu na klimat.. a jednak muszę przyznać, że tak sięnie dzieje.
Po prostu wiemy, że to inna gra i zupełnie inaczej do niej podchodzimy. Pozatym w multi nie powinno mieć miejsca na strach – tutaj liczy się wynik, prawda? Dodatkowo muszę dodać, że w multi grałem tylko w Left 4 Dead 2, jednka była o wiele straszniejsza, ale nie grałem na multi tam. Więc może jestem nieobiektywny, ale kogo to obchodzi? Left 4 dead został stworzony przez Sierra i naprawdę uważam, że ta gra wyszła im po prostu doskonale. Nie ma to jak pobawić się w zabijanie zombie, przy okazji podziwiając wiele detali ujawnionych przez grafików Sierra, które sprawiają, że gra jest o wiele przyjemniejsza i daje wiele radości. Zombie mają wszystkie detale na twarzy zrobione przerażająco, jeżeli gramy na full detalach, na szybkim komputerze (nawet można ściągnąć łatki do tej gry ulepszające grafikę i sprawiające, że naprawdę możemy dostać zawału) to naprawdę świetenie się bawimy i zarazem boimy.
Gra w gruncie rzeczy nie ma wielkich wymagań, wystarczy przeciętny *jak na obecne czasy) komputer aby odpalić ją na prawie najlepszych detalach. Fakt faktem, aby odpalić na full detalach trzeba mieć troszeczkę szybszy niż standardowy komputer, jednak przecież żyjemy w Polsce, tutaj panuje powszechny dobrobyt, nieprawdaż? Wybaczycie mi chyba nutkę ironi 😉 W każdym razie polecam tą grę nawet ludziom ze słabym sprzętem, ta produkcja jest za dobra, aby odpuścić sobie zabawę ze względu na jak ja to nazywam „problemy techniczne”. Po prostu grajmy, nieważne czy widzimy każdą krostę na mordzie zombich czy też każdy mięsień na ramieniu Billa. Polecam gorąco zrobienie z kolegami LANa w Left 4 dead, wystarczy mieć cd key potrzebny do grania w trybie multiplayer oraz oczywiście cztery komputery. Ale każdy przecież ma swój (jeżeli nie ma, to nie potrafi zazwyczaj w ogóle grać ,a tacy ludzie sprawią, że mapa będzie nierealna do przejścia – takie są niestety realia tej gry) więc problemm to nie powinno być. Wchodzimy do pokoju, rozstawiamy biurka czy cokolwiek na czym postawimy komputery, odpalamy left 4 dead i zaczynamy wspaniałą zabawę. Musimy pamiętać, aby uważać na swoich przyjaciół – ta gra wymaga pełnego skupienia, jednak zarazem ciągłej komunikacji. „Przeładowuje !!” czy „ Z lewej, Maciek, z lewej !!” Wielokrotnie słyszałem gdzieś za plecami Huntera, natychmiast odwracając się i strzelając do niego w locie, podczas gdy kolega właśnie odbiegał, ostrzeżony przezemnie.
Takie sytuacje są godne uwagi, powiem nawet więcej – chętnie bym obejrzał filmik nakręcony z jakiegoś punktu widzenia (nie z naszej perspektywy) z tego, jak przechodzimy niektóre mapki. Każda akcja jest ciekawa, jednak niektóre to naprawdę szczyt zgrania. Gdy jeden z nas zaczyna po prostu biec na chama przez zombie nie strzelając, a zombie dookoła niego umierają „same z siebie”. Oczywiście ma wsparcie dwóch pozostałych, bo trzeci właśnie się wykrwawia gdzieś dalej. A gdy już dobiegnie, to amunicja jest mu potrzebna – powalony sojusznik jest zazwyczaj atakowany przez jakieś mocniejsze monstrum, jak tank, witch, hunter czy cokolwiek innego.

In this article